poniedziałek, 12 lutego 2018

Rozdział trzeci

Pierwszy raz od dawna poczuła się dobrze poza domem. Gregor był taki miły, proponując jej partyjkę minigolfa i częstując szarlotką swojej mamy, a pozostali znajomi Stefana również uśmiechali się do niej przyjaźnie. Miała ochotę zostać i prawdopodobnie tak by właśnie zrobiła, gdyby nie ta rozmowa w kuchni. W drodze do Gregora nawet przez myśl jej nie przeszło, że na imprezie może pojawić się również Michael. Owszem, byli na nią zaproszeni ludzie z jego otoczenia, a sam gospodarz był jego kolegą, ale z opowieści Stefana Annika wiedziała, że Hayboeck będąc na kadrowych wyjazdach raczej unikał ich towarzystwa. Wcale nie dziwił ją fakt, że postanowił wyjść z towarzyskiej izolacji akurat teraz, kiedy ona nabrała ochoty na opuszczenie swojej. Widocznie nawet nieświadomie robił wszystko, aby zrujnować jej życie.
Trzęsła się ze złości, chociaż wciąż powtarzała sobie, że nie warto. Przecież tyle razy obiecywała sobie, że nie pozwoli więcej, aby miał wpływ na jej życie. Powinna była zostać tam i zachowywać się tak, jakby jego obecność w ogóle jej nie obchodziła. Ale kiedy tylko na niego patrzyła, przypominała sobie tamtą chwilę, kiedy poniżył ją tak bardzo, jak nikt inny w całym jej życiu, a wraz z tym wspomnieniem powracał cały ból, od którego w ciągu ostatnich dwóch lat z takim trudem udało jej się odgrodzić. Nie mogła, po prostu nie mogła dłużej tego wytrzymać. Kiedy wyminęła Michiego i opuściła kuchnię, zamiast do ogrodu jej kroki instynktownie skierowały się w stronę wyjścia na ulicę. A stamtąd było już bardzo blisko do przystanku autobusowego, przy którym się zatrzymała. W oczekiwaniu na autobus do domu postanowiła zadzwonić do Stefana.
— Hej, chciałam ci tylko powiedzieć, że wyszłam od Gregora i wracam do domu.
— Wyszłaś? — Oczyma wyobraźni Annika zobaczyła, jak Stefan marszczy brwi i drapie się po głowie. — Nawet nie zauważyłem.
— Dzięki — prychnęła. — Kochany z ciebie brat.
— Ann, przepraszam. Dużo ludzi się tutaj kręci, a ty powiedziałaś, że zamierzasz chwilę zostać, skoro już przyszłaś z moim telefonem... — Przerwał, natchniony nagłą myślą. Annika dobrze wiedziała, jaką, zanim ponownie się odezwał. — Okej, wiem, dlaczego wracasz do domu. To przez niego, tak? Pieprzony kretyn...
— Stefan — przerwała ostro Annika. Miała świadomość tego, że jeśli jej brat się nakręci, obrzuci Michaela jeszcze gorszymi przezwiskami i być może wcale na tym nie poprzestanie, wykorzystując fakt, że ten znajduje się w zasięgu jego ręki. — To nie tak. Po prostu miałam ochotę wrócić do domu. Za dużo przebywania z ludźmi jak na jeden weekend.
Ta próba uspokojenia Stefana nie miała na celu ochrony Michaela. Ann z chęcią pozwoliłaby na to, żeby jej brat obił tę jego wiecznie wykrzywioną w głupawym uśmieszku twarzyczkę, gdyby nie fakt, że niestety to Hayboeck był potencjalnym zwycięzcą tego pojedynku.
— Na pewno nie przystawiał się do ciebie? Nie zaczepiał, nie zagadywał? — Stefan pozostawał nieprzekonany.
Annika zawahała się. Powiedzieć mu prawdę, czy zachować tę rozmowę w kuchni w tajemnicy?
Za długo się zastanawiała. Stefan znał ją na wylot i dobrze wiedział, jak zinterpretować te kilka sekund jej milczenia.
— Wiedziałem! — krzyknął tak głośno, że Annika aż podskoczyła na drewnianej ławce. — Dlaczego od razu mi nie powiedziałaś? Zaraz go znajdę i ustawię do pionu. Nie wiem, co on sobie wyobraża, że może tak po prostu wrócić do Innsbrucka i znowu wpierdalać się w twoje życie?
— Stefan, daj spokój... — zaczęła Ann, jednak jej brat nawet tego nie usłyszał. Z jego ust jedno za drugim sypały się wulgarne określenia na Michaela.
— Daj znać, jak dojedziesz do domu — powiedział wreszcie. — Ja idę się nim zająć.
Rozłączył się, nie czekając na odpowiedź Anniki, która pożałowała, że w ogóle do niego zadzwoniła. Miała nadzieję, że jest gdzieś przy nim Marisa i powstrzyma go przed zrobieniem głupot. Jednak na wszelki wypadek podniosła się z przystankowej ławeczki i szybkim krokiem ruszyła z powrotem do domu Gregora.
W ciągu ostatnich dwóch lat takie sytuacje zdarzały się często. Zrozpaczona Marisa dzwoniła do Anniki i opowiadała jej, że podczas jakiegoś treningu albo zawodów Stefan znowu wdał się w kłótnię z Michaelem na oczach wszystkich pozostałych członków drużyny. Chociaż tak właściwie kłótnia była złym określeniem – z relacji Marisy Ann wiedziała, że Hayboeck nigdy nie dawał się sprowokować jej bratu, nie wchodził w słowne potyczki i nawet próbował załagodzić spór. Nie była pewna, co o tym wszystkim myśleć. Podejrzewała, że Michael zachowywał się w ten sposób, bo nie chciał ryzykować dyscyplinarnego zwolnienia z kadry. Nie miał już znakomitych wyników, którymi mógłby się zasłonić, więc władze związku, które nie czerpały z jego wyjazdów na zawody dużych korzyści, nie miałyby oporów przed pozbawieniem go możliwości reprezentowania kraju. To był jedyny sensowny motyw. Ale tak czy inaczej, Annika była już tym wszystkim zmęczona. Cieszyła się, że przynajmniej kiedy Stefan jest w domu, ona nie musi się martwić o to, że Hayboeck pewnego dnia da się sprowokować i nie poprzestanie na słownej odpowiedzi na te zaczepki. Teraz, kiedy wrócił, nie mogła liczyć nawet na te kilka miesięcy wytchnienia.
Nie zdążyła dojść do domu Gregora, bo spotkała Stefana i Marisę już po drodze. Wyglądali nie jak para, ale jak matka z dzieckiem, które wyrywa się z mocnego uścisku rodzicielki, bo chce wrócić do sklepu po upragnionego lizaka.
— Stefan, uspokój się — powtarzała w kółko Marisa.
— Myślisz, że nie dałbym sobie z nim rady, co? Puść mnie, a udowodnię ci, że się mylisz — szarpiąc się, odpowiadał Stefan.
Żadne z nich nie zauważyło zbliżającej się Anniki. Wykorzystała to, aby zajść Stefana od tyłu i złapać go za rękę, która była wolna od uścisku Marisy.
— Nie potrafisz wyrwać się swojej dziewczynie, więc nie dziw się, że martwi się o to, że dostałbyś od Michaela porządny wpierdol — powiedziała, nie mogąc powstrzymać się od uszczypliwego komentarza.
Marisa posłała jej pełen wdzięczności uśmiech, na który Annika odpowiedziała skinieniem głowy.
— Kazałem ci wracać do domu — zauważył rozgoryczony Stefan. Chyba zdał sobie sprawę, że rzeczywiście jest za słaby, żeby poradzić sobie z jedną dziewczyną, a co dopiero dwiema.
— Znudziło mi się czekanie na autobus, więc postanowiłam uratować twoją śliczną buźkę przed pięścią Hayboecka. — Ann wzruszyła ramionami.
— To w twojej obronie chciałem stanąć. — Jego głos był pełen pretensji i Annika wcale się temu nie dziwiła. Jego męska duma musiała być bardzo dotknięta. — Ten dupek nie powinien zawracać ci głowy, nie powinien...
— Doceniam to — przerwała mu już trochę zniecierpliwiona — ale mówiłam ci już, że nie musisz tego robić. Jeśli uznam to za potrzebne, to sama mu powiem, żeby nie zawracał mi głowy.
Stefan skomentował to jedynie spojrzeniem mówiącym „nie sądzę, żebyś z czymkolwiek umiała sobie sama poradzić”. Ann udała, że nie zrozumiała tego ukrytego przesłania. Zacisnęła wolną dłoń w pięść i w myślach obiecała sobie, że zrobi tak, jak powiedziała. Czas wziąć się w garść i zapomnieć o tym, co zaszło między nią a Michaelem dwa lata temu. Czas zacząć żyć na nowo. Tym razem naprawdę.

*

Po imprezie u Gregora Michi wrócił do domu w kiepskim humorze i w takim samym obudził się następnego dnia rano. Był zły na siebie za to, że nie opracował żadnego planu działania i zamiast tego bez żadnego zastanowienia podszedł do Anniki, licząc na to, że zdążyła zapomnieć o tym, co się stało i na jego widok uśmiechnie się bezwiednie w ten głupkowaty sposób tak, jak miała to w zwyczaju robić kiedyś. Nic z tego. Michi musiał przyznać przed samym sobą, że nawet mu zaimponowała ta jej stanowczość i pewność siebie. Niestety te cechy, które odnalazła w sobie podczas jego nieobecności, nie sprzyjały realizacji jego planu. Musiał zrobić wszystko, żeby przypomnieć jej, jaka była w nim zakochana kiedyś i sprawić, żeby znów spojrzała na niego jak na obiekt swoich westchnień. Pytanie tylko, jak?
Wciąż myśląc o siostrze Stefana, udał się do kuchni, żeby przygotować sobie jakieś śniadanie. Na miejscu okazało się jednak, że jego mama postanowiła go w tym wyręczyć.
— Jak zwykle wstajesz ostatni — zauważyła, gdy tylko wszedł do przestronnego pomieszczenia. W jej głosie nie było słychać pretensji, była raczej rozbawiona, a jej uśmiech powiedział Michiemu, że cieszy się z tego, że znów jest razem z nią w domu, niezależnie od tego, o której godzinie wstaje. — Tato i Alex już jedli śniadanie. Jak chcesz, to coś dla ciebie zrobię — dodała.
— Późno wczoraj wróciłem — usprawiedliwił się Michi. — Byłem u Gregora. I nie, nie musisz nic robić — powiedział, odwzajemniając uśmiech Brigitte.
— A może jednak? — nalegała. — Dawno nie robiłam ci jajecznicy.
Michi zrozumiał, że z jakiegoś dziwnego powodu zrobienie dla niego jajecznicy sprawi mamie przyjemność, dlatego przystał na tę propozycję. Usiadł przy kuchennym stole i przyglądał się, jak kroi szczypiorek i suszone pomidory, a potem razem z jajkami wrzuca je na patelnię.
— Jak było u Gregora? — zapytała, patrząc na niego przez ramię.
Odchrząknął nerwowo. Co miał jej powiedzieć? Że Gregor i Thomas Hofer są jedynymi osobami w całym skocznym towarzystwie, które jeszcze go lubią, a Stefan Kraft i jego siostra wciąż go nienawidzą? Obawiał się, że prawda o wczorajszym wieczorze jedynie zasmuciłaby Brigitte.
— Całkiem zabawnie. Postawił sobie w ogrodzie pole do minigolfa — odpowiedział wymijająco.
Brigitte zadowoliła się tą odpowiedzią. Widocznie uznała, że impreza była nudna, skoro jedyną wartą wspomnienia rzeczą, która się na niej wydarzyła, było pole do minigolfa. Po chwili postawiła przed nim gotową jajecznicę, a sama usiadła obok, żeby dotrzymać mu towarzystwa. Rozmawiali o kwiatkach w ogrodzie i nowych samochodach sąsiadów. Prawda była taka, że oboje nie mieli sobie nic ciekawego do powiedzenia, ale po prostu chcieli nacieszyć się swoją obecnością. Podczas tego śniadania Michiemu poprawił się humor, a co więcej uświadomił sobie, że tęsknił za matką bardziej, niż mu się wydawało.
Dzień był ciepły i słoneczny, dlatego po zjedzeniu jajecznicy udał się do ogrodu i usiadł na huśtawce otoczonej kwiatkami, o których mówiła jego matka.
Lubił wiosnę. Była jego ulubioną porą roku, oczywiście zaraz po zimie. Zawsze po udanych sezonach przynosiła mu chwilę wytchnienia, a po tych gorszych nadzieję na to, że będzie lepiej. Teraz, kiedy siedział w ogrodzie i wdychał rześkie powietrze, ta nadzieja również zawitała do jego serca. Tym razem jednak nie dotyczyła tylko nowego sezonu, ale przyszłości w ogóle. Wreszcie po dwóch latach miał przed oczami jakiś cel. Musiał jeszcze tylko zastanowić się, jak do niego dotrzeć. Sprawa na pozór wydawała się prosta – wystarczyło zbliżyć się do Anniki, przekonać ją do siebie, a potem za jej sprawą na nowo wkupić w łaski Stefana. Ale wczorajsza rozmowa z nią uświadomiła mu, że ona wcale nie chce, żeby się do niej zbliżał. Musiał to zrobić podstępem. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zamknąć ją ze sobą w jednym pokoju tak, żeby chcąc, nie chcąc, spędziła z nim trochę czasu i zobaczyła, jaki jest miły i czarujący. Niestety, było to niemożliwe. Trzeba było wymyślić inny sposób na to, żeby zobaczyła tę jego „lepszą wersję”. Problem w tym, że nigdy nie był dobry w planowaniu. Jeśli chodzi o skoki, to zawsze miał od tego trenera, a sam tylko realizował plany, wykonując poszczególne treningi. Życia nie musiał planować, bo toczyło się z dnia na dzień, zawsze po jego myśli. Aż do sezonu 2013/2014.
Nie był pewien, od czego zacząć, dlatego na początek postanowił przyjrzeć się profilom Anniki w social mediach. Chciał się dowiedzieć, gdzie się uczy lub pracuje, gdzie spotyka ze znajomymi, żeby móc „przypadkiem” pojawić się w tych miejscach.
Jej profil na Facebooku nie odpowiedział na te pytania. Według niego Annika wciąż uczęszczała do szkoły średniej, nigdzie nie pracowała, miała liczne rodzeństwo, na które składały się jej głupiutkie koleżanki i nic a nic nie zmieniło się w jej wyglądzie przez te dwa lata, kiedy jej nie widział, bo zarówno profilowe jak i najnowsze zdjęcia na osi czasu zostały dodane w 2014 roku. Skonsternowany Michi zmienił Facebooka na Instagrama z nadzieją, że chociaż tam Annika nie zaniedbała swojego profilu. Nic z tego. Tutaj również najnowsza aktywność pochodziła z wiosny 2014 roku. Sprawdził zdjęcia, na których została oznaczona i znów spotkał się z zawodem. Zupełnie tak jakby w 2014 roku umarła, jeśli nie w realu, to przynajmniej w mediach społecznościowych. Michael odłożył telefon na bok, zamknął oczy i głęboko westchnął. Dwa lata temu z samego konta na Instagramie mógł dowiedzieć się o Annice wszystkiego. Zdjęcia z tamtego okresu czasu były dodawane prawie codziennie. Przedstawiały głównie hipsterskie desery w najdroższych kawiarniach w mieście, srebrnego MacBooka, ją samą przy pianinie i przed lustrem w domu lub na siłowni, albo z koleżankami w klubach i na skoczniach z wyraźnie widocznymi akredytacjami FIS Family. Gdzieś pomiędzy tymi fotografiami zdarzały się selfie ze Stefanem i innymi skoczkami, które zbierały najwięcej polubień. Na kilku z nich Michael dostrzegł nawet siebie, co wcale go nie zdziwiło. Doskonale pamiętał, że Annika i jej koleżanki ganiały za nim i resztą skoczków wszędzie, gdzie tylko się dało. To dziwne, ale nawet nie zauważył, kiedy przestała to robić. Co się stało, że Annika zupełnie porzuciła aktywność w Internecie i wycofała się ze skocznego towarzystwa? Niezależnie od powodu stanowiło to kolejne poważne utrudnienie dla planu Michiego.
Nie wiedział o niej nic. Nie mógł się sugerować zdjęciami sprzed dwóch lat, bo wszystko wskazywało na to, że wiele się w życiu Anniki zmieniło. Już samo to, że nie pojawiała się na zdjęciach na profilach koleżanek mogło świadczyć o tym, że przestała się z nimi zadawać, a co za tym idzie, chodzić z nimi po kawiarniach i klubach. Owszem, spotkał ją na imprezie dwa dni temu, ale nie mógł liczyć na to, że uda mu się to drugi raz. Klubów w mieście było wiele, a jemu za bardzo zależało na czasie, żeby w każdy weekend sprawdzać wszystkie z nadzieją, że w którymś się pojawi. Musiał poznać takie miejsce jak praca lub uczelnia, co do których miałby stuprocentową pewność, że spotka w nich Annikę. Wpisał jeszcze jej nazwisko w Google z nadzieją, że jeśli gdzieś studiuje, to znajdzie jakieś wzmianki o niej na stronach szkół wyższych, ale i ta próba spełzła na niczym.
Michael poczuł, jak narasta w nim irytacja. To irracjonalne, żeby w XXI wieku nie móc znaleźć o kimś potrzebnych informacji w Internecie. Ale nie zamierzał się poddawać. Skoro Internet nie potrafił udzielić mu odpowiedzi na jego pytania, to zamierzał zadać je komuś innemu. Pierwszą osobą, jaka przyszła mu na myśl, był Gregor, ale szybko odrzucił ten pomysł. Za bardzo zależało mu na jego sympatii, żeby ją utracić za sprawą podejrzeń, jakie mógłby w nim wzbudzić, pytając go o Annikę. Przez dobre piętnaście minut zastanawiał się, kto jeszcze mógłby mu pomóc i doszedł do wniosku, że niestety ma tylko jedną możliwość. Otworzył Messengera i po kilku kolejnych chwilach wahania kliknął w ikonkę przedstawiającą Manuela Fettnera.
Michael: Hej. Jednak potrzebuję twojej pomocy, jeśli propozycja wciąż jest aktualna.
Nie zastanawiając się dłużej, wysłał wiadomość. Manuel wyświetlił ją już po kilku sekundach.
Manuel: XD
Manuel: Aktualna.
Manuel: Wal śmiało.
Michael: Możemy się spotkać? Najlepiej jeszcze dzisiaj.
Zadawanie pytań o Annikę komuś tak fałszywemu jak Manuel było ryzykownym posunięciem, dlatego jeśli już miał to robić, to wolał w cztery oczy tak, aby nie musieć się martwić o to, że screeny z ich rozmowy powędrują od razu do Stefana.
Manuel: O 18 kończę trening na siłowni. Wpadnij, to pogadamy.
Michael: Ok. Dzięki.
Przez resztę dnia czas płynął wolno i Michael nie mógł znaleźć sobie żadnego zajęcia. Denerwował się spotkaniem z Manuelem. Nie ufał mu i nie podobało mu się to, że jest tak bardzo od niego zależny. Nie wymyślił jednak żadnej alternatywy dla takiego rozwiązania problemu, dlatego kiedy nadeszła odpowiednia pora, pożyczył samochód od matki i ruszył w stronę siłowni, w której jako skoczkowie zawsze odbywali swoje treningi.
Zaparkował auto niemal przed samym wejściem i obserwował je, nie wychodząc na zewnątrz. Przyjechał kilka minut przed czasem i kolejne tyle minęło, zanim Manuel opuścił budynek siłowni. Nie czekając już ani chwili dłużej, Michael wysiadł z samochodu i podszedł do kolegi.
— Hej — przywitał się.
— Hej — odpowiedział Manuel z charakterystycznym dla siebie cynicznym uśmieszkiem. — Przejdziemy się? — zapytał, wskazując głową park znajdujący się po drugiej stronie ulicy.
Michi poczuł, jak skręcają się jego wnętrzności, tym razem nie z powodu zdenerwowania, ale niechęci do Fettnera. Jeszcze bardziej pożałował tego, że to akurat z nim musi rozmawiać. Mimo tego przystał na jego propozycję i razem ruszyli w stronę przejścia dla pieszych.
— Co się stało, że jednak zmieniłeś zdanie? — Manuel nawet nie próbował ukryć satysfakcji, jaką odczuwał z takiego obrotu spraw.
Michi był przygotowany na takie pytanie i już wcześniej przygotował sobie na nie odpowiedź.
— Miałeś rację — przyznał niechętnie. — Wiele się zmieniło w czasie mojej nieobecności.
Fettner pokiwał głową, zastanawiając się nad czymś jeszcze. Podrapał się po brodzie i udał, że wcale nie widzi, jak Michael wzdycha ze zniecierpliwieniem.
— A dlaczego akurat ona? Zawsze miałeś lasek na pęczki, nie możesz znaleźć sobie jakiejś innej, skoro ta jest niechętna? — zapytał wreszcie.
Michi zacisnął w pięści dłonie schowane w kieszeniach bluzy. Dlaczego ten cholerny Fettner musiał być taki wścibski?
— Nie twoja sprawa — warknął pod wpływem narastającej irytacji.
Manuel uśmiechnął się szerzej, co dało Michaelowi do zrozumienia, że popełnił błąd. Nie powinien był pokazywać swojemu rozmówcy, że to drażliwy temat. Teraz już na pewno nie odpuści i będzie brnąć dalej.
— Zdaje się, że jestem jedną osobą, która może ci pomóc, więc chyba jednak trochę moja — odpowiedział Fettner.
Michael zrozumiał tę sugestię. Jeśli nie zaspokoi ciekawości Manuela, on schowa wyciągniętą do niego pomocną dłoń. Zaklął w myślach, po czym zastanowił się, jaka odpowiedź nie zdradzi jego prawdziwych zamiarów, a jednocześnie zabrzmi wiarygodnie.
— Zawsze mi się ona podobała, ale ze względu na Stefana musiałem trzymać się od niej z daleka. Teraz już się z nim nie przyjaźnię, więc nic nie stoi na przeszkodzie — mówił powoli, obserwując uważnie reakcję Fettnera.
Ten zaśmiał się głośno, co zaniepokoiło Michaela. Czyżby go przejrzał i rozpoznał kłamstwo? Zrobiło mu się gorąco na samą tę myśl. Nie miał planu B, Fettner był jego jedyną nadzieją.
— Chcesz wyrwać zajebistą laskę, a przy okazji zrobić na złość byłemu przyjacielowi. Sprytnie. — Manuel poklepał go po ramieniu. — Muszę przyznać, że nie doceniałem cię, Hayboeck.
Michael szybko otrząsnął się ze zdumienia.
— Dzięki — mruknął, próbując się odprężyć.
— Okej, jeszcze jedno. — Manuel nagle spoważniał. — Nie zrobię tego za darmo.
Również tego Michael się spodziewał, a jednocześnie najbardziej obawiał. Fettner zdawał sobie sprawę z tego, że jest jego jedyną opcją i mógł to wykorzystać w każdy możliwy sposób. Pytanie tylko, za jak bardzo zdesperowanego go uważał.
— Czego chcesz w zamian? — zapytał Michi, starając się, aby nie było słychać w jego głosie strachu przed odpowiedzią.
— Chciałbym, żebyś załatwił dla mnie... pewną rzecz. — Teraz to Fettner mówił powoli, ważąc każde słowo.
Michi zatrzymał się, zaskoczony słowami Manuela, a ten, z początku nie dostrzegając tego, zrobił o dwa kroki więcej. Dopiero po chwili przystanął w taki sposób, że znaleźli się naprzeciw siebie.
W głowie Michaela kotłowało się wiele myśli, jednak była jedna, która wyszła na pierwszy plan. Uświadomił sobie, że pomimo wszelkich wysiłków nigdy nie uda mu się odciąć od przeszłości. Zawsze znajdzie się ktoś taki jak Manuel, kto mu o niej przypomni.
— Przykro mi, ale już się tym nie zajmuję — odpowiedział chłodno, patrząc prosto w jego przymrużone oczy.
— Ach, tak... — mruknął Manuel, nie odrywając od niego wzroku.
Michi wytrzymał to spojrzenie. Cierpliwie poczekał, aż Fettner podejmie decyzję, czy uwierzyć mu, czy nie. Przez cały ten czas modlił się w duchu, żeby wybrał tę pierwszą opcję.
— No dobra, w takim razie możemy się umówić, że będziesz moim dłużnikiem, dopóki czegoś nie wymyślę — zaproponował wreszcie.
Ta oferta wcale nie przypadła Michaelowi do gustu, ale zgodził się, wiedząc, że nie ma innego wyjścia. Gdy wszystko zostało uzgodnione, na twarz Manuela powrócił irytujący uśmieszek.
— W takim razie, jak mam ci pomóc? — zapytał.
— Powiedz mi, czym ona się zajmuje. Studiuje coś, pracuje gdzieś? Chodzi na imprezy?
— Tylko tyle? — zdziwił się Fettner.
— Na początek tyle wystarczy — przytaknął Michael.
— Klient nasz pan. — Manuel wzruszył ramionami. — Jeśli chodzi o imprezy, to raczej ich unika, a przynajmniej tych w naszym towarzystwie. Wczoraj u Gregora widziałem ją pierwszy raz od dawna. — Zmarszczył brwi, zastanawiając się nad czymś. To wszystko nie brzmiało dobrze. Z każdym jego słowem Michael tracił nadzieję na to, że uda mu się zbliżyć do Anniki. — Nie studiuje nigdzie. Z tego co wiem, chciała pójść do akademii muzycznej, ale w końcu tego nie zrobiła. Pracuje za to w kwiaciarni gdzieś na tym osiedlu, na którym mieszka.
Ostatnie zdanie zadowoliło Michaela. To był jakiś punkt zaczepienia. Informacja, dzięki której będzie mógł zaplanować bardziej szczegółowe działanie. Właściwie póki co tylko tyle musiał wiedzieć, ale zadał Manuelowi jeszcze kilka pytań, tak na wszelki wypadek, nie chcąc zmarnować okazji. Nie dowiedział się jednak niczego szczególnego. Z tego co wiedział Fettner, Annika przestała się pokazywać nie tylko na imprezach, ale również na konkursach w sektorze FIS Family. Jeśli już – zazwyczaj przypadkiem – spotykała kogoś ze skocznego towarzystwa, była niezbyt rozmowna i markotna. Stefan martwił się o nią i próbował wyciągać ją z domu przy każdej możliwej okazji, ale bezskutecznie. Na chwilę obecną Fettner nie potrafił powiedzieć nic więcej, ale obiecał, że jeśli zajdzie taka potrzeba, przeprowadzi wśród znajomych konkretny research. Póki co Michael wolał nie korzystać z tej możliwości.
Z wielką ulgą rozstał się z Manuelem i zawrócił do samochodu. Odeszli od niego dość spory kawałek, dlatego miał chwilę, żeby przemyśleć to wszystko, czego dowiedział się od kolegi. Nim dotarł do celu, miał już ułożony plan działania.
Właśnie wsiadał do auta, kiedy kątem oka dostrzegł, że przygląda mu się ktoś stojący przy wejściu do siłowni. Wyprostował się i ponad dachem pojazdu popatrzył w tamtą stronę.
Kolejny raz tego dnia serce zabiło w jego piersi szybciej ze zdenerwowania. To był Stefan.
— Hayboeck — rzucił chłodno Kraft, mierząc go jeszcze bardziej oziębłym spojrzeniem.
— Cześć — odpowiedział Michi.
Wciąż stał przy samochodzie, zastanawiając się, czy powinien zbliżać się do byłego przyjaciela. Stefan rozwiał jego wątpliwości, sam zmniejszając dzielącą ich odległość. Podszedł do auta i zatrzymał się po drugiej stronie maski.
— Co tu robisz? — zapytał podejrzliwie, mrużąc oczy prawie tak, jak wcześniej Manuel.
Michael zawahał się, szukając odpowiedniej wymówki.
— Byłem na siłowni — wypowiedział na głos pierwszą myśl, jaka przyszła mu do głowy.
— W parku jest jakaś siłownia?
Przyłapany na kłamstwie. Otworzył usta, chcąc się wybronić, ale tylko poruszył nimi bezgłośnie niczym ryba.
— A zresztą, nieważne — ku jego zdziwieniu stwierdził Stefan. — Po co w ogóle wracałeś do Innsbrucka? Brakowało ci siłowni tam, gdzie spędziłeś ostatnie dwa lata?
Kraft wręcz trząsł się ze wściekłości. Michi szybko domyślił się, że wie o jego wczorajszej rozmowie z Anniką, a przez to jeszcze bardziej pożałował tego, że w ogóle miała ona miejsce.
— Chciałem wrócić do domu. Zacząć wszystko od nowa — odpowiedział zgodnie z prawdą Michi. Starał się zachować spokój, pomimo targających nim emocjami. Odbył ze Stefanem wystarczająco dużo takich rozmów, żeby wiedzieć, że jeśli da się im ponieść, nie wyjdzie z tego nic dobrego.
— Jasne — prychnął Kraft.
— Stefan... — zaczął niepewnie Michi. Chciał podejść bliżej przyjaciela, ale powstrzymała go przed tym nienawiść bijąca z jego oczu. — Mówię prawdę. Chcę zacząć wszystko od nowa, naprawić błędy. Ale nie uda mi się bez ciebie. Stefan, przecież jesteś moim najlepszym przyjacielem...
— Nie jestem — przerwał brutalnie. — Nie po tym, co zrobiłeś.
Michael otworzył usta, chcąc się usprawiedliwić w ten sam sposób co zawsze, mając nadzieję, że tym razem przemówi Stefanowi do rozumu, ale on znów nie pozwolił mu dojść do słowa.
— Trzymaj się z daleka od mojej siostry. Dość już się przez ciebie nacierpiała — powiedział, wciąż mierząc go nienawistnym spojrzeniem, które Michael z trudem wytrzymywał i pod którego wpływem tylko pokiwał głową, bojąc się, że za sprawą nieodpowiednich słów jedynie pogrąży się w oczach Stefana.
Żadne z nich nie powiedziało już nic więcej. Kraft po chwili skierował się w stronę wejścia na siłownię, a kiedy zniknął w jej wnętrzu, Michael wsiadł do samochodu.
Bardzo by chciał, żeby jego pierwsza rozmowa ze Stefanem po powrocie do Innsbrucka wyglądała inaczej. Tęsknił za nim, może nawet bardziej niż za domem. Mimo wszystko wciąż uważał go za swojego trzeciego brata i wiele by dał, żeby on znów zaczął traktować go tak samo.
Właśnie dlatego przeprosił go w myślach za to, że nie posłucha jego prośby. Już wystarczająco długo trzymał się z daleka od Anniki, która stanowiła źródło całego problemu.

***
Hej!
Mam nadzieję, że mimo tego, że od ostatniego posta minął już prawie rok, ktoś tu jeszcze zajrzy i to przeczyta.
Dlaczego tak długo mnie nie było? Ciężko powiedzieć. Chyba byłam już trochę zmęczona pisaniem  i musiałam od niego odpocząć i zatęsknić, żeby znów zaczęło mi sprawiać przyjemność. W międzyczasie zapomniałam, jak to się robi, dlatego rozdział jest, jaki jest. Mam nadzieję, że następne będą lepsze. Bo oczywiście będą, nawet bardzo możliwe, że szybciej niż za następny rok. Zobaczymy. Michi jakoś lepiej skakał, jak o nim pisałam, więc może akurat się poprawi w drugim olimpijskim konkursie.
Komentarze mile widziane, bo lubię wiedzieć, że mam dla kogo pisać :). I z racji tego, że nie było mnie tu prawie rok, przez który wiele mogło się zmienić, sporządzam nową listę informowanych osób, a starą kasuję. Dlatego jeśli chcecie być powiadamiane o nowych rozdziałach, zostawcie komentarz w odpowiedniej zakładce, nawet jeśli już kiedyś to zrobiłyście. Z góry dziękuję.
Pozdrawiam!

Czytasz? Komentujesz?

Obserwatorzy